Droższa gra, albo… Crocsy. Wybór należy do Ciebie!
Dziś temat tylko pośrednio związany z GTA 6, ale zdecydowanie aktualny. Wydawcy i producenci gier próbują różnych sposobów, by zwiększyć zyski bez konieczności podnoszenia cen. Niestety, efekty tych działań są mizerne. A że premiera Grand Theft Auto wciąż się oddala, można być niemal pewnym, iż produkcja Rockstar Games tania nie będzie.
Crocsy i inne gadżety łatają budżety gier?
Ostatnio na swoim kanale sporo mówiłem o tym, że powinniśmy spodziewać się wysokich cen nowego Xboxa, czymkolwiek by nie był. Do tego nowo zapowiedziana Maszyna Parowa od Valve tania też ponoć nie będzie, a o przewidywanych cenach PlayStation 6 na razie mało kto ma ochotę rozmawiać.
W tym całym zamieszaniu Xbox ogłosił współpracę z kolejnym producentem hardware’u, zaraz po Asusie, prezentując markowane swoim logiem… Crocsy. Nie na takiego Xboxa pewnie czekaliście, ale jest to jaskółka zwiastująca, że producenci gier, wydawcy i właściciele platform gamingowych będą starać się wycisnąć z nas każdą złotówkę, na każdy możliwy sposób.
Producent Metroid Preime 2 nie pozostawia złudzeń
Wiele mówi się również o stale rosnących kosztach produkcji i nienadążających za nimi cenach gier. Czy nam się to podoba, czy nie – granie będzie coraz droższe. Zacznę od przytoczenia interesującej rozmowy przeprowadzonej w trakcie podcastu Kiwi Talkz. Reece Reilly gościł tym razem Bryana Walkera, producenta m.in. Metroid Prime 2.
Walker tłumaczył, że obecny model produkcji gier przestaje być opłacalny. Jego zdaniem, jeśli chcemy stworzyć wysokiej jakości grę z segmentu Triple A, trzeba się liczyć nie z dziesiątkami, lecz setkami milionów dolarów. W każdym razie kwota musi być dziewięciocyfrowa, jak to ujął. Problem polega na tym, że aby gra się zwróciła, musi zostać sprzedana w ogromnej liczbie egzemplarzy. Biorąc pod uwagę, że sprzedawcy i dystrybutorzy mają swój udział w każdej kopii, to – zdaniem Walkera – przy budżecie 100 milionów, żeby wyjść na zero, gra musiałaby sprzedać się w 6 milionach egzemplarzy.
Stąd, jak wskazuje, twórcy gier zasypują nas różnego rodzaju płatnymi dodatkami, rozszerzeniami czy sezonowymi przepustkami, bo cena samej gry nie jest w stanie zwrócić poczynionych inwestycji.
The reason you are seeing so many studio closures these days is because for a $100 million dollar budget you need to sell 6 million units to break even!! Absolutely crazy!
— Reece “Kiwi Talkz” Reilly (@kiwitalkz) November 24, 2025
This is why you are seeing so many games going multi-platform.
Bryan Walker was a producer at EA,… pic.twitter.com/OO0tMW9gHt
Na sprzedaży sprzętu też trzeba się odkuć
W dziedzinie hardware’u mamy podobną sytuację. Producenci konsol regularnie wypuszczają na rynek różnego rodzaju akcesoria – tańsze w produkcji i gwarantujące szybszy zwrot. Przykładem są wiecznie łapiące drift kontrolery, które gracze są zmuszeni wymieniać co jakiś czas.
Można również czerpać zyski z licencjonowania produktów, jak w przypadku wspomnianych Crocsów. Wygląda na to, że takie zabiegi mogą być częścią dążenia do osiągnięcia 30-procentowej marży zysku – ambitnego celu, który wyznaczyła Xboxowi dyrektorka finansowa Microsoftu, Amy Hood, o czym mówiłem w jednym z wcześniejszych filmów.
Publikacja gier na wielu platformach to rozsądne wyjście?
Konsekwencją sytuacji, o której wspominał Bryan Walker, jest także publikowanie gier na wielu platformach. Ostatnio mówiłem o plotkach wskazujących, że Sony może nieco wyhamować z wydawaniem gier na PC, aby uatrakcyjnić swoją platformę, ale wyniki finansowe nie pozostawiają złudzeń.
Według Alinea Analytics, Sony zarobiło na swoich grach sprzedawanych na Steamie 1,2 miliarda dolarów – najwięcej na Helldivers 2 (400 milionów), a następnie 170 milionów na Horizon Zero Dawn. To nie są kwoty, obok których można przejść obojętnie. Dlatego, czy to z poślizgiem, czy bez, opłaca się publikować poza własną platformą. Jaka będzie dalsza polityka Sony, zobaczymy – na razie oficjalne wypowiedzi wskazują na dalszą ekspansję. Ja dodam tylko, że gram właśnie z córką w Lego Horizon Adventures na Switchu. Jest to rzecz jasna produkcja Sony, opublikowana na konsoli Nintendo już w dniu premiery.
Źródło zdjęcia i link do raportu: TUTAJ
Kolejna generacja konsol tania nie będzie
To, że kolejna generacja urządzeń do grania będzie droga (celowo nie używam słowa „konsole”, bo trwa dyskusja, czy to jeszcze konsole, czy nie), potwierdzają m.in. wypowiedzi inżynierów Valve. Jak to ujął Darren Allan z TechRadar, wylali kubeł zimnej wody na wszystkich wyczekujących ceny w okolicach 500 dolarów. Zdradzili bowiem, że Valve nie zamierza dopłacać do każdego sprzedanego egzemplarza, licząc na zwrot dopłaty ze sprzedaży gier.
Do tego Sarah Bonda zapowiada Xboxa Premium, a rosnące ceny pamięci RAM wkrótce mogą ponownie odbić się na cenach konsol obecnej generacji. Na chwilę obecną oficjalnie za Xboxa Series X zapłacimy 2700 zł, co skrzętnie wykorzystuje PlayStation, oferując swoje konsole dużo taniej – nawet za 1599 zł w przypadku odświeżonej wersji Slim bez napędu, z nieco pomniejszonym dyskiem. Oczywiście przy okazji czrnopiątkowych promocji. Chcą po prostu przygarnąć pod swoje skrzydła jak najwięcej graczy, póki to jeszcze możliwe.
Wygląda jednak na to, że będziemy mieli do czynienia z ostatnim budżetowym „hurra” konsol. Budżetowym na miarę naszych możliwości, bo bazowe ceny od początku idą tylko w górę.
GTA 6 ostatnim dopalaczem w tej generacji
Dodatkowym dopalaczem ich sprzedaży będzie z pewnością premiera GTA 6. Czułem w kościach, że gra ukaże się bliżej kolejnej generacji, niż mogło się wydawać – i tak faktycznie będzie. PS5 i Series X mogą jeszcze jakoś się sprzedać w końcowym cyklu swojego życia. Przecieki mówią, że nowe PlayStation może pojawić się jesienią 2027 roku, czyli rok po premierze gry Rockstar Games.
Strauss Zelnick z Take-Two, spółki będącej właścicielem marki GTA, już kiedyś mówił o procesie marginalizacji konsol i o tym, że coraz większe znaczenie przypisują w swojej strategii komputerom PC. Ostatnio w wywiadzie dla CNBC ponownie potwierdził, że biznes będzie szedł w stronę otwartych platform, jak tradycyjne komputery – ale nie oznacza to, że konsole zupełnie odejdą w zapomnienie. Na pewno nie wydadzą GTA 6 na PC w dniu premiery, ale siódemkę? Kto wie?
Konsole w przyszłości będą bez dopłat?
Na chwilę obecną budowanie własnego PC może w różnym stopniu odbić się na stanie naszego portfela. Jeśli oczekujemy relatywnie dobrego sprzętu, porównywalnego lub nieco lepszego od obecnych konsol, trzeba liczyć się z wydatkiem większym niż cena półkowa konsoli. Nikt w końcu nie dopłaci do naszego peceta z własnej kieszeni. Jeśli jednak Strauss Zelnick uważa, że komputery są coraz ważniejszą częścią rynku, to znaczy, że ludzi stać na ich zakup i nie lubią iść na kompromisy w kwestii wydajności sprzętu.
Trzeba się zatem spodziewać, że subsydiowanie konsol następnej generacji najprawdopodobniej odejdzie w zapomnienie – w dużej mierze ze względu na rosnące koszty gier, a nie rosnącą ich sprzedaż. Jeśli oczekujemy produkcji na wysokim poziomie, musimy liczyć się z tym, że w taki czy inny sposób będziemy musieli za nie zapłacić. Jeśli nie przy zakupie gry, to za pośrednictwem innych transakcji. Czy to będzie droższa konsola, PC czy Crocsy z logiem Xboxa – zależy już od fantazji firm i korporacji związanych z gamingiem.
Poniżej materiał w formie wideo:
Komentarze